Chaszczok - Bieg na Babią Górę!


Festiwal Biegów Alpejskich na Babiej Górze - już dawno chciałem się tam pojawić. 2 lata temu przegapisałem zapisy, rok temu nie pasował mi termin, a w tym roku tak tego przypilnowałem, że na oba organizowane biegi byłem pierwszym na liście zapisanych. To były naprawdę piękne, ale z drugiej strony mega trudne godziny.

Do Zawoi jechałem sam z Brennej. Wyjazd o 5:30 nie robił na mnie większego wrażenia, a droga przebiegała bardzo spokojnie. Na miejscu odebrałem pakiet i zacząłem odpoczywać w okolicy samochodu. Wraz z upływem czasu zacząłem spotykać coraz więcej znajomych, więc zaczęły się rozmowy, a stres związany ze startem całkowicie mnie opuścił.
Ostatnie smsy z Sonią i lecimy. Na starcie kilku mocnych zawodników. Wszyscy rozpoczynamy ten bieg w maseczkach, a dodatkowo osoby, które chcą się ścigać są odseparowane do specjalnie wyznaczonej strefy.
Zaraz po starcie biegnę 4ty, po wbiegnięciu w las na chwilę wychodzę na prowadzenie. Musiałem to zrobić, bo strasznie źle biegło mi się na wąskiej, pełnej korzeni ścieżce, za plecami rywali.
Po chwili... zbiegamy. Tak, pomimo tego, że jest to bieg alpejski to mamy na początku jeden zbieg. W dodatku dość  długi. Tam odskakują mi Tomek i Marcel. Nie chciałem Ich gonić, są mocniejsi ode mnie.
Gdy zbieg się skończył i wrociliśmy do tego, co lubię najbardziej, miałem na plecach kilku zawodników. Po kilku chwilach nie było żadnego z nich. Wtedy wiedziałem, że w stawce zostało nas 3, bo reszta za mocno zaczęła sobotnie ściganie.
Ku mojemu zaskoczeniu szybko doganiam Marcela. Trochę Go przytkało, co pozwoliło mi zbudować kilkunastosekundową przewagę. Po chwili jesteśmy już na Markowych Szczwinach. Niesamowicie szybko mija ten bieg. Tomek gdzieś daleko z przodu, a ja postanawiam odpocząć na dobiegu do Perci Akademików. Kolejny raz jestem zaskoczony, bo pomimo odpoczywania Marcel nie dogadania mnie na płaskim odcinku.
W Perć wbiegam z myślą zajęcia drugiego miejsce. Gdzie się da biegnę, gdzie się da idę - wszystko jednak w komforcie. O ile można o czymś takim pisać na biegu alpejskim. W każdym razie czułem się bardzo dobrze.
Mijamy sporo turystów, ale wszyscy są dla nas bardzo mili. Co jakiś czas słyszę motywujące słowa, a na klamrach ustąpiono mi miejsca. Pod szczytem Babiej widzę, że Marcel jest daleko, więc postanawiam przypieczętować ten sukces biegiem.
Na metę wpadam po 58 minutach i 51 sekunach. 1.5minuty za Tomkiem, który jest dla mnie po prostu za mocny. Wygrał ten bieg bez większego wysiłku. Na szczycie robimy sobie pamiątkowe zdjęcie z chłopakami - mega się cieszę, że będę mieć takie pamiątki w swoim archiwum. Podziwiam Ich za Ich robotę.
Po chwili stwierdzam, ze czas uciekać w dół. Do Zawoi zbiegam z Dominiką Stelmach. Rozmawialiśmy o wszystkim ponad godzinę. Była to mega miła chwila.
Później przyszedł czas na moczenie nóg w rzece, dekorację w maseczkach i zjedzenie czegoś ciepłego. Całe popołudnie koczowałem w okolicy samochodu, czekając do rana na mój drugi start. To nie były łatwe godziny, ale byłem bardzo podjarany drugim miejscem w Chaszczoku. 8km +1100m po pięknej trasie naprawdę zrobiło na mnie wrażenie.
Co jakiś czas zdzwaniałem się z Sonią, która czekała na mnie w Brennej. Wiedziałem, że trzeba zrobić robotę i szybko wracać.