BiegajZwiedzajZapier... #6 - Kościół p.w. św. Michała Archanioła w Żernicy


Minął już tydzień od Beskidzkiej 160 na Raty. Regeneracja przeszła bardzo sprawnie i bez większych problemów. Szybko wróciłem do biegania, już we wtorek zrobiłem 20km przy bardzo dobrym samopoczuciu. Bardzo mnie to cieszy, bo już za 2 tygodnie kolejne bardzo wymagające zawody. Jadę do Szczawnicy na długo wyczekiwaną Wielką Prehybę!

Ukończenie Wielkiej Prehyby ma dla mnie spore znaczenie. Będzie to mój 10ty maraton, jednocześnie aż 5ty górski. Moje doświadczenie na tym dystansie ciągle rośnie. Nadal czuję, że jest tego za mało, ale nie da się nauczyć biegać przez kilka godzin tak od razu. To musi trochę potrwać, a człowiek musi być cierpliwy. Z taką właśnie cierpliwością wyszedłem dziś na kolejny trening. Strasznie mi się nie chciało, ale zacisnąłem zęby i zacząłem spokojnie zmierzać w kierunku Żernicy. Początek doskonały, trasę znałem z poprzednich wycieczek, a pogoda sprawiła mi bardzo miłą niespodziankę i było nawet słoneczko. Temperatura idealna, a wiatr nie przeszkadzał, tak jak zwykle w tamtej okolicy. Pod Kościołem znalazłem się nadzwyczajnie szybko. Po krótkiej modlitwie od razu zabrałem się za powrót, bo wybiegłem dziś dość późno (około 11:00). Na zegarku dopiero 7km, wracać miałem tą samą trasą, więc wycieczka byłaby bardzo krótka. Stwierdziłem, że muszę to gdzieś dokręcić. Padło na drogę techniczną przy A4. Później okazało się, że nie był to najlepszy pomysł. Droga kompletnie pusta, w pierwszą stronę nie spotkałem nikogo. Czas stanął w miejscu, miałem wrażenie, że ja też stoję... a przecież biegłem. Nawrotka miała być na następnym wiadukcie. W tym miejscu miałem 14.4km w nogach, a jakoś dziwnie mi się nie chciało już biegać. No trudno - na szczęście nie miałem wyjścia :) To kolejny świetny sposób na zmuszenie się do czegoś więcej. W drugą stronę miałem wiatr w plecy, od razu wszystko szło sprawniej. Szybko znalazłem się na polach i już po następnych kilku minutach zbiegałem do Gliwic, a później do swojego mieszkania. Łącznie przebiegłem 22.2km, jak na mój samotny trening to dość sporo. Strasznie dużo się nagadałem sam do siebie, pokonałem mojego lenia. Wyjątkowo pominąłem dziś opis Kościoła. Jest piękny, warto go zobaczyć - to na pewno. Dziś po prostu chciałem się bardziej podzielić tym, że czasami warto się troszeczkę zmusić. Bieganie nie zawsze musi być tylko przyjemne, aby były efekty czasami musi być nudne i na siłę. Tylko to pozwoli na wzmocnienie charakteru, a plony będziemy zbierać na zawodach. Zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych :)

Na koniec wrzucam zapis mojej dzisiejszej --> trasy <--.

Pozostałe wycieczki po okolicy Gliwic: