BiegajZwiedzajZapier... #3 - Z Brudzowic do Łaz


Trzecia odsłona mojego zwiedzania okolicy biegając jest pod każdym względem wyjątkowa i znacznie różni się od poprzednich. Tym razem start z rodzinnej wsi, tym razem sam, tym razem bieg do celu i powrót samochodem.

W 2016 roku został jeszcze tylko jeden start - Leśne Run na dystansie 5km w połowie grudnia. Reszta spraw już, można powiedzieć, załatwiona. Dziś miałem imprezkę rodzinną, więc pojawiłem się z rana u Rodziców. Już od wczoraj kombinowałem jak dobrze wykorzystać ten dzień pod względem biegowym.
Powstało kilka pomysłów, jednak wszystkie zakładały powrót do domu autem i nie miałby mnie kto odebrać. Na pewno do nich wrócę w przyszłości, bo wydają mi się ciekawe ;) Jeszcze przed wyjazdem z Gliwic dowiedziałem się, że Rodzinka wybiera się na basen do Łaz. "Dlaczego tego nie wykorzystać i po prostu nie pobiec na ten basen?" - to była moja pierwsza myśl. Gdy byłem na miejscu, szybko sprawdziłem trasę, "około 23km - idealnie na dziś!". Postanowione, wybiegam o 13:30 i około 16:00 Mama zbiera mnie do domu. Od samego początku wrzuciłem przyjemne tempo, trzymałem się cały czas strefy komfortu - dziś byłem wygodny sam dla siebie :D, takie małe biegowe lenistwo. Pierwsze kilometry to doskonale znany mi las oraz Siewierz. W Siewierzu mijam Zamek i lecę w kierunku Sulikowa. Tam dłuuuuga prosta i nareszcie wbiegam na mniej znane mi tereny. Początek obiecujący, bardzo przyjemny las ze sporą ilością śniegu. Butów nie udało się utrzymać suchych zbyt długo. Na pierwszym zakręcie wpadłem aż po kostki. "Pięknie, tutaj nie będzie tak łatwo". Dalej sytuacja za bardzo się nie zmieniła - aż do momentu gdy trafiłem na wycinkę. Śnieg zamienił się w ogromną ilość błota, ślizgałem się jak diabli. Fun był nieziemski i niestety nagle las się skończył. Wbiegam do Wysokiej. Wiedziałem, że tam czeka mnie podbieg, aczkolwiek zanim do niego dotarłem, zauważyłem coś zabawnego. Ktoś na placu posiadał swojego prywatnego Dzika :D Bardzo ucieszył mnie fakt, że jest on tam zamknięty, a nie biega po tej samej drodze co ja. Dalej był już ten podbieg, początkowo bardzo fajny, przyjemny, niosący sporo radochy. Wszystko spierniczyło się na samej jego końcówce, gdy asfalt zniknął pod lodem i momentami musialem przechodzić do marszu, bo po prostu zjeżdżałem w dół. Po tej małej symulacji biegu po górkach, zakręt i jestem w znanym mi miejscu. Na horyzoncie już widać powoli Łazy, zbiegam, wchodzę w kolejny zakręt i jestem. Zostało około 2km do basenu, a GPS poprowadził mnie trochę inną drogą niż niegdyś jeździłem autem. Fajnie, bo znowu zobaczyłem coś nowego. Po dotarciu na miejsce na liczniku 22,3km, średnie tempo 5:02. Przez szybę macham do Rodzinki, trochę im zazdroszczę śmigania w wodzie, ale coś za coś. Wycieczka była tego warta. Szybko wbijam do środka, bo po zatrzymaniu się niesamowicie szybko tracę temperaturę. Miałem jeszcze około 20min, więc odwiedziłem małą Pizzerię, która mieści się nad basenem. Nie byłem tam kilka lat! Po kawce przyszedł czas na powrót do domu. Fajny dzień, wiele nowych miejsc, fajne lasy, momentami piękne widoki. Dobrze czasami przestać kręcić się po tych samych trasach i zobaczyć coś nowego. Kilometry jakoś tak szybciej lecą. Czekam na więcej :)

Na koniec wrzucam zapis mojej dzisiejszej --> trasy <--.

Pozostałe wycieczki: