BiegajZwiedzajZapier... #12 - Wokół Zalewu Przeczycko-Siewierskiego


Ostatni tydzień spędziłem w rodzinnym domu w roli opiekuna zwierząt. Rodzice są na urlopie, a dzięki temu można powiedzieć, że ja także miałem mini wakacyjki. Pomimo tego, że musiałem normalnie pracować, miałem także czas na zwiedzanie okolic z mojego dzieciństwa. Bardzo lubię tutaj wracać biegowo. Coś, co kiedyś nie mieściło się w głowie, teraz można śmiało realizować i obiegać wszystkie miejsowości z dawnych lat.

Po kolejnym tygodniu dość ostrego trenowania miałem wielką ochotę na jakąś fajną wycieczkę biegową. Trasę planowałem w sobotę wieczorem, a wtedy miałem już blisko 97km w nogach, w ciągu 6 dni. Dla mnie to bardzo dużo, więc potrzebowałem odpowiedniej motywacji do odbycia poprawnego niedzielnego wybiegania.
Patrząc na mapę przyszedł mi do głowy pomysł obiegnięcia Zalewu Przeczycko-Siewierskiego, ale zaczynając i kończąc pętlę w Brudzowicach pod domem. Mój optymizm był ogromny, ale jakoś o poranku zniknął na dobre. Kompletnie nie chciało mi się wychodzić z domu, bo ciągle miałem w głowie, że czeka mnie 30km tuptania w samotności. Nie ukrywam, że mam tego ostatnio już odrobinę dość.
Cele i marzenia jednak same się nie zrealizują więc ostatecznie ruszyłem w drogę. Moim pierwszym celem były Boguchwałowice, do których dotarłem klasyczną drogą przez las. Ten odcinek zleciał mi bardzo szybko i w mgnieniu oka widziałem już zalew, a nawet poruszałem się wzdłuż jego brzegu. Z samych Boguchwałowic zapamiętałem sporo starych, zniszczonych budynków i wiele dziwnych rzeczy na sprzedaż. Ewidentnie era domków letniskowych w tamtej okolicy dobiega końca.
Następnie pobiegłem przez Przeczyce, w których sytuacja wyglądała dość podobnie, aż dotarłem do Tuliszowa. Tam na jakiś czas zaczął się jakby zupełnie inny świat. Otaczały mnie same nowe domu, powstające zamknięte osiedla, zadbana okolica, a ja poruszałem się po nowych chodnikach! Taki stan rzeczy utrzymywał się na tyle długo, że dobrze utkwiło mi to w pamięci.
Z tej krainy wyciągneło mnie przeprawienie się przez Podwarpie, a konkretnie przejście przez DK1 obok baru Grześ. Tam zaczął się widok dobrze znanej mi wsi i pojawiła się cała masa owczarków niemieckich, które wyskakiwały ponad odgradzające mnie od nich płoty. Jako, że bardzo boję się psów do Trzebiesławic docieram z sercem w gardle. W międzyczasie zrozumiałem, że wieża, którą zawsze widziałem wracając do Brudzowic od strony Katowic znajduje się na Ostrej Górze. Sonia kiedyś pytała mnie o nazwę tego wzniesienia, a wtedy tego nie wiedziałem. Następnie wbiegam na chwilę w las, co bardzo mnie uspokaja i z uśmiechem na twarzy zaczynam zbieg w stronę Sulikowa.
Po dotarciu do Siewierza jestem dobrej myśli, bo udaje mi się nieco przyspieszyć i wszystko wygląda na to, że uda mi się zrealizować założenia treningowe. Wkurza mnie jednak niemiłosiernie straszny syf w powietrzu! Siewierz - zróbcie coś z tym, bo nawet nad ranem ciężko się u Was biega :( .
W Dziewkach walczę z Kaźmierówką, a po zdobyciu jej szczytu jestem już pewny swego. Parę minut później docieram pod dom i zamykam pętlę, której długość wyniosła 30.5km! Wycieczkę kończę z niesamowitą satysfakcją, ogromem przywołanych wspomnień i wielkim uśmiechem na twarzy. Oby więcej takiego zwiedzania!

Moja super niedzielna trasa!

PS dzięki tej wycieczce ustanowiłem swój nowy rekord ilości przebiegniętych kilometrów w ciągu jednego tygodnia, który od dziś wynosi 127.4km