BiegajZwiedzajZapier... #10 - Rudy Wielkie


Wycieczkę do miejscowosci Rudy zaplanowałem w swojej głowie już jakiś czas temu. Z okazji kolejnego cudownego poniedziałku postanowiłem ten plan wcielić w życie i wyszło z tego kilka kilometrów fajnej zabawy.

Wycieczkę rozpoczęliśmy od wizyty w kościele należącym do Pocysterskiego Zespołu Klasztorno-Pałacowego. Po krótkiej modlitwie przyszedł czas na bieganko. Początek trasy, jak się później okazało, był chyba najładniejszy. Okolica wspomnianego zespołu jest piękna, ciekawa i bardzo zadbana. W najbliższym otoczeniu mamy staw oraz miłe towarzystwo rzeki Ruda. Do teraz mi wstyd, że nie zabraliśmy z nami Rudej - na pewno chętnie poszczekałaby po tej okolicy.
Dalsza trasa prowadziła już między domami. Zauważyliśmy, że sporo z nich jest już wiekowych, często są też niestety średnio zadbane. Trochę burzy to wcześniejszy widok fajnie przygotowanego parku. Biegliśmy jednak twardo przed siebie, bo naszym celem była wizyta na Górze Wiktorii. Po dotarciu na miejsce zrobiliśmy minutę przerwy żeby poobserwować okolicę i udaliśmy się na dalsze zwiedzanie lasu.
Las dziwny, jakiś taki mroczny, zupełnie nie przypominał tego z Bargłówki. Dopełnieniem całości było dotarcie do miejsca, gdzie były stare baseny bez wody (najprawdopodobniej z powodu nadchodzącej zimy, ale kto wie). Chyba oboje z Sonią poczuliśmy lekką ulgę, gdy na naszym horyzoncie pojawił się znowu Klasztor, a przed nim nasz samochów.
Wrażenia z tej wycieczki mam mocno mieszanie. Po bardzo obiecującym początku, przyszedł bardzo przeciętny koniec. Okolicę Klasztoru serdecznie polecam na niedzielny spacer. Resztę raczej można sobie darować :)
Może lekko przesadnym, ale na pewno całkiem niezłym podsumowaniem tej wycieczki jest fakt, że źle zapamiętałem drzewo, które Wiktoria posadziła w miejscu, które nazwano jej imieniem. Myślałem, że był to klon, a teraz sprawdzam na internecie, że jednak lipa :)

Zwiedzanie Rud - nasza trasa :)