Plany na przyszłość 21 Historia zawodów 82 Blog 103 Tatry 40 / 110 Góry w Polsce 1 Góry na Świecie Projekty 2 Sprzęt Statystyki

Beskidy Ultra Trail 10km - na szybkości


Sezon 2017 przyniósł mi już tyle radości, że mógłbym nią obdzielić spokojnie kilka następnych lat. Cały czas ciężko pracuję, aby nie było to jednak konieczne. Na każdym etapie postaram się wyrwać nową dawkę radości. Lubię próbować nowych rzeczy, tak aby mieć różne doświadczenia. Moim kolejnym jest górska dyszka.

Dlaczego taki nietypowy dla mnie dystans? W życiu nic nie dzieje się przez przypadek. Za tydzień kolejna edycja Memoriału Wojtka Kozuba. To przepiękne 13km po Babiej Górze bardzo miło wspominam, ale w tym roku niestety nie mogę wystartować. Zdecydowałem się zatem poszukać jakiegoś zamiennika. Około 2 miesiące temu wpadłem na dyszkę organizowaną w ramach Beskidy Ultra Trail. Postanowiłem wystartować, bo termin mi pasował, bo dystans krótki i do ścigania, bo nigdy nie biegłem takiej dyszki. Ostatnie przeziębienie trochę namieszało mi w planach, dlatego bałem się, że z mojego ściagania może niewiele wyjść. Całe szczęście jakoś udało mi się dojść do siebie i nie było tak źle.
Droga do Szczyrku zleciała mi dość szybko i przyjemnie. Jechałem na ten bieg sam, więc nie było z kim pogadać, ale udało się. Pakiet odebrałem, zrobiłem szybką rozgrzewkę po chodniku, przygotowałem się mentalnie i poszedłem na start. Ciekawostką jest fakt, że była odprawa. To chyba dość niespotykane na tak krótkich dystansach, ale była przydatna. Dowiedziałem się za jakimi taśmami mam gonić i gdzie mniej więcej jest najtrudniejszy fragment trasy. Okazało się, że będzie to ostatni zbieg do mety.
Od razu po starcie wystrzeliłem do przodu. Zdecydowałem się walczyć o wygraną poprzez prowadzenie od samego początku biegu. Plan był zatem prosty, wystarczyło go tylko zrealizować ;) . Kilkaset metrów po starcie mieliśmy dość grube podejście. Tam udało mi się zrobić już fajną przewagę i mogłem sobie czasami pozwolić na szybkie przejścia do marszu, w celu ustabilizowania tętna. Starałem się jednak mimo wszystko napierać i budować coraz większą lukę między mną, a resztą zawodników. Mogę powiedzieć, że mi się to udało, bo mniej więcej na trzecim kilometrze straciłem kontakt wzrokowy z kimkolwiek. Co jakiś czas się oglądałem, ale już do końca nikogo nie zobaczyłem. Pozostało tylko przetrwać. Niestety na podejściach wyszło moje niedawne przeziębienie, mocniejsze tętno powodowało dość nieprzyjemne odczucia, przez co musiałem co chwilę zwalniać. Całe szczęście, że sytuacja na trasie mi na to pozwalała. Bezpieczna przewaga dawała komfort psychiczny, więc gdzie się dało lekko odpuszczałem. Pomimo tego, że to tylko dyszka, trasa była naprawdę ciekawa i wymagająca. Podejścia mocne, a zbiegi bardzo szybkie. Doskonałe oznaczenie także pozwalało poszaleć. Nie musiałem się co chwilę martwić, rozglądać i szukać tasiemek. Pod względem organizacyjnym perfekcja. Po wielu trudach dotarłem do miejsca, w którym pozostał wspomniany na początku najtrudniejszy zbieg. Faktycznie, różnica między nim, a pozostałymi zbiegami była odczuwalna jeżeli chodzi o poziom trudności, ale to właśnie moja bajka. Na tym fragmencie bawiłem się doskonale i po chwili byłem już na betonowych płytach, które były jasnym sygnałem, że meta tuż tuż! Zostało mi ostatnie kilkaset metrow, więc przycisnąłem na zbiegu do 3:20 i po chwili wpadłem na metę jako pierwszy zawodnik. Udało mi się zrealizować plan, który wymyśliłem sobie jeszcze przed biegiem. Chciałem prowadzić od początku do końca i to mi wyszło.
Mógłbym troszkę pomarudzić, że tam i tam dało się inaczej/lepiej, ale daruję sobie. Cieszę się, że pokonałem tę trasę w 51minut i 22sekundy, cieszę się, że wykręciłem średnio 5:19 min/km, cieszę się z drugiej górskiej wygranej. Dzięki wszystkim, którzy trzymali dziś kciuki. Idzie to wszystko w fajną stronę - teraz bardzo chcę się doprowadzić do odpowiedniego stanu i powalczyć w biegu na Kasprowy, który już za 3 tygodnie. Pozdro!
 

Zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku.

Zostaw mi komentarz! Będę bardzo wdzięczny ;)