Bieg Wschodzącego Słońca


Po wielu godzinach spędzonych na stoku Mosornego Gronia i nocy spędzonej w aucie, nad ranem wystartowałem w Biegu Wschodzącego Słońca. Start o 4:30 z Krowiarek okazał się o wiele trudniejszy, niż się spodziewałem.

Nogi miałem ciężkie, myśli różne, ale jednak chęć do walki jakaś tam była. O 1:00 byłem wypić kawę na Lotosie, później ładowałem telefon do 2:30 w biurze zawodów, a o 3:00 siedziałem w aucie na Krowiarkach.
Ludzi było tam mega dużo, nie mówię o biegaczach, ale o turystach! Nic dziwnego, bo zapowiadał się piękny wschód słońca. Noc było zimno-ciepła. Raz czułem się ok, raz nie.
Na starcie podobne zasady do tych z dnia poprzedniego. Znowu wszedłem do strefy ludzi chcących się ścigać. Chwilę po starcie byłem w czołówce. Na prowadzenie od razu wyrwał Zbiegniew, który pod górę jest mega mocny. Wiedziałem, że walka z Nim w tym biegu nie będzie miała większego sensu. Byłem zmęczony Chaszczokiem i mega niewyspany, a On w pierwszy biegu udziału nie brał. Takie prawa festiwalu.
Do Sokolicy robię swoje - podchodzę. Pomimo tego za plecami pusto i mijam tylko kolejnych turystów. Za Sokolicą zaczynam biec i się rozkrecać. To miało mi zagwarantować drugie miejsce w tym biegu.
Plan się udało bo w wyższych partiach za plecami dłuuuuugo nic. Ku mojemu zaskoczeniu z przodu zaczęło się coś dziać. Wydawało mi się, że odrobiłem trochę straty do Zbiegniewa. Zacząłem więc biec mocniej, niestety to była misja skazana na porażkę. Na mecie odnotowałem 20sekund starty. Pojawiłem się na niej z czasem 36:06. Wydaje mi się, że z Chaszczokiem w nogach to fajny wynik :D .
Muszę tutaj wspomnieć o dwóch sytuacjach. Chwilę przed metą usłyszałem z tłumu turystów swoje imię! Było to mega uczucie, a okazało się, że krzyczał do mnie znajomy z Gliwic - Adam. Dzięki za ten doping!
Druga sprawa to ilość turystów na szczycie. Był tam dziki tłum! Myślę, że setka osób to minimum, co można tutaj napisać. Eh te wschody na Babiej.
Na zbiegu przekalkulowałem ten bieg. Wyszedł raczej dobrze, nie mogę narzekać. Szkoda, że nie powalczyłem o wygraną, ale w moim stanie ciężko było to zrobić. Widoki za to bajeczne, chociażby z tego powodu polecam wszystkim się tak pomęczyć.
Gdy odzyskałem internet to dałem znać wszystkim, że żyję i, że mam się całkiem nieźle. Później zjechałem na Lotos na kawę z Adamem i podjechaliśmy na dekorację.
Do domu wracałem z dwoma drugimi miejscami! Nie spodziewałem się, że tak dobrze to pójdzie :)