Bieg na Pilsko


Bieg na Pilsko nie był planowany. Pomysł na wystartowanie pojawił się, gdy zrozumiałem, że biegi alpejskie to jest to. Trasa zdecydowanie najtrudniejsza, jeżeli chodzi o wszystkie tego typu starty w moim kalendarzu w tym roku. Obsada biegu zacna! Ciężko sobie wyobrazić lepszą okazję do sprawdzenia się.

Zapowiadała sie naprawdę ciekawa sobota. Na bieg mieliśmy się udać ze znajomymi, niestety w ostatnim momencie wyeliminowała ich choroba. Szybka zmiana planów i jednak jedziemy tylko Sonia i ja.
Do Korbielowa docieramy bardzo sprawnie. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed 9:00, a start zaplanowany był dopiero na 11:00. Mieliśmy chwilę żeby dobrze zorganizować resztę dnia. Plan był taki, że Sonia wychodzi wcześniej w kierunku Hali Miziowej i tam spotykamy się po biegu. Ja natomiast po krótkiej rozgrzewce udałem się na miejsce startu.
Tam spotkałem wielu znajomych, wszystkich serdecznie pozdrawiam. Po kilku bardzo miłych rozmowach trzeba było się skupić na bieganiu. Otaczało mnie wielu wspaniałych zawodników - postanowiłem spróbować powalczyć o jak najwyższe miejsce.
Od samego początku starałem się utrzymywać sensowne dla mnie tempo, nie chciałem ruszyć zbyt mocno. Pierwsze 3.5km to lekko wznosząca się droga asfaltowa. Tempo było tak czy siak zawrotne: pierwszy kilometr poniżej 4minut, a później niewiele wolniej. Dalej wpadliśmy już na szlak w kierunku Hali Miziowej, na której miałem nadzieję spotkać Sonię. Na pierwszych metrach szlaku miałem lekkie problemy z utrzymaniem odpowiedniego kroku. Zajmowałem już wtedy piąte miejsce, a prowadząca czwórka była bardzo daleko z przodu. Efekt moich problemów był taki, że dogonił mnie Kolega Sławomir. Całe szczęście kryzys nie trwał zbyt długo i po chwili odzyskałem siły. Zacząłem znowu biec i dość szybko odbudowałem lekką przewagę nad resztą zawodników z tyłu.
Na Hali Miziowej wypatrywałem Soni. Niestety nie widziałem Jej, co na chwilę lekko mnie podłamało. Zacząłem się zastanawiać, czy na pewno bezpiecznie tam dotarła. Uświadomiłem sobie jednak, że pewnie zrobiła to podejście szybko i zdecydowała się zrobić mi niespodziankę i pewnie jest na szczycie lub gdzieś w jego okolicy. Ponownie odzyskałem siły i zacząłem napierać.
Odcinek powyżej Hali Miziowej był najtrudniejszy. Zdecydowanie bardziej stromy od całej reszty trasy. Odbierał wszystkim zawodnikom resztki pozostałych sił, bez najmniejszej litości. Moim celem było obronienie, ciągle zajmowanej, piątej pozycji. Z tyłu słyszałem mocno napierającego świetnego zawodnika Roberta. W pewnym momencie bardzo mocno się zbliżył, całe szczęście udało mi się zmobilizować i lekko ucieć.
Fragmnet przed samą metą był świetny. Wielu Turystów, którzy mocno nas dopingowali - aż chciało się biec. Na ostatnich metrach widziałem już, że nie dam sobie odebrać piątej pozycji i miałem ochotę przejść do szybkiego podchodzenia. W tym momencie usłyszałem głoś Soni, który zmobilizował mnie do podbiegnięcia jeszcze tych kilku metrów i mam to!
Wpadłem na metę z czasem 57min 23sek, a to dało mi 5 miejsce OPEN i 2 w mojej kategorii wiekowej. Udało mi się wyprzedzić kilku świetnych zawodników, a uzyskany czas jest zdecydowanie powyżej moich oczekiwań. Jestem bardzo zadowolony z większości czasu spędzonego na trasie. Wiadomo, że jest kilka miejsc, które mogłem zrobić lepiej, ale jeszcze wszystko przede mną :)
Na szczycie mieliśmy piękną pogodę. Po chwili odpoczynku i kilku rozmowach, zdecydowaliśmy z Sonią, że trzeba wejść na główny wierzchołek Pilska. Po kilku minutach marszu udało nam się to. Szczyt przepiękny i na pewno będziemy chwili tam jeszcze wrócić. Widoczki były niesamowite - polecamy serdecznie!
Później przyszedł czas na zejście do schroniska na Hali Miziowej. Tam o godzinie 14:30 miała odbyć się dekoracja. Fajnie, że znowu udało się co nieco ugrać. Po tych wszystkich bardzo pozytywnych wydarzeniach udaliśmy się w drogę powrotną do samochodu, a później wrócilismy do domu.

Kolejna świetna wycieczka za nami. Pilsko zrobiło na nas bardzo pozytywne wrażenie. Mam nadzieję, że uda nam się tam jeszcze wybrać.
Na koniec ogromne podziękowania dla Soni. Kolejny raz była moim niesamowitym wsparciem na biegu, a teraz dodatkowo wniosła do góry jeszcze kilka niezbędnych rzeczy w plecaku. Trening treningiem, bieganie bieganiem, ale nie można zapominać w tym wszystkim, o tym, że każdy nasz mały sukces to praca i zaangażowanie wielu osób.
Pragnę także pogratulować wszystkim świetnych wyników. Nie będę Was wymieniać, bo jest Was zbyt wielu :)
Teraz czas na lekki odpoczynek i za 2 tygodnie powrót do ultrabiegania. Do zobaczenia w Lądku!