Popłynąłem Beskidzkim Potokiem


Najważniejsze, najtrudniejsze, najdłuższe starty tego sezonu nadchodzą wielkimi krokami. Moje przygotowania idą na razie według planu. W miniony weekend miałem zaplanowany ostatni sprawdzian przed maratonem po Babiej Górze. Spędziliśmy bajeczne 4dni w Szczawnicy, a ja przy okazji lekko się pościgałem.

Założenia na ten bieg były bardzo proste: zobaczyć ile mogę z siebie wycisnąć na krótkiej trasie po ostatnich sporych obciążeniach treningowych. Beskidzki Potok, bo taka była nazwa biegu, to bieg towarzyszący Etapowej Triadzie. Trasa liczyła 14km i czekało tam na mnie 700m przewyższenia. Start biegu był w Krościenku nad Dunajcem, więc właśnie tam udaliśmy się drugiego dnia naszego urlopu.
Chciałem wrzucic mocne tempo od samego początku biegu i to mi się udało. Pierwsze 2km były płaskie, więc udało się biec w okolicy 3:30min/km. Już wtedy objąłem prowadzenie. Na pierwszych podbiegach ciągle powiększałem swoją przewagę, by na około 5tym kilometrze nie widzieć już nikogo za swoimi plecami. Tam też szybko zrozumiałem skąd wzięła się nazwa biegu. Podbiegaliśmy górskim potokiem, który masakrował nasze mięśnie. Buty ciągle pod wodą, do tego cała masa zalegających gałęzi i tony kamieni. Było mega ciężko, ale pomimo tego udawało mi się 90% podbiegać.
Na końcu tej wspinaczki mieliśmy zostać przekierowani na czerwony szlak. Niestety nikt się nas tam jeszcze nie spodziewał, co spowodowało, że pobiegłem po prostu źle. Dodatkowo spotkane na szlaku Panie Turystki powiedziały mi, że biegnę dobrze (bo nie wiedziały, że trasa, na którą mnie skierowały to inny etap Triady). Zbiegłem tak może ze 2km i stwierdziłem, że to już nie ma sensu. Całe prowadzenie przepadło, pogodziłem sie z porażką i zacząłem podbiegać w drogę powrotną. Nagle spotykam drugiego zawodnika. Przez myśl przeszło nam, że może jednak dobrze biegniemy i zaczęliśmy razem znowu zbiegać. Po chwili okazało się jednak, że oboje jesteśmy w błędzie i zamiast w Krościenku, znaleźliśmy się w... Szczawnicy. Zamiast 14km uklepałem 21km. Zrezygnowani wróciliśmy na start, gdzie dowiadujemy się, że cała czołówka biegu pobiegła źle, a wyniki rywalizacji zostaną rozstrzygnięte w oparciu o kolejność jakby z miejsca, w którym wszystko było jeszcze dobrze.
Taka decyzja zapadła za porozumieniem stron, dlatego, że błąd popełnił organizator. Dzięki temu upiekłem jakby dwie pieczenie na jednym ogniu: fajnie się rozbiegałem (21km po górach, średnio 4:45), a przy okazji udało mi się wygrać bieg.
Jestem bardzo zadowolony po tym ściganiu. Był bardzo mocny początek, a później jeszcze mocniejsze podbieganie po mega trudnej, rwącej trasie. To bardzo dobry prognostyk na następne starty :) ! Na koniec chciałbym podziękować Soni za kolejne wielogodzinne wsparcie. Niesamowicie motywujesz mnie do robienia dobrej roboty :) Podziękowania lecą także do organizatorów: za fajną imprezę i za sprawne ogarnięcie tego małego zamieszania, które przypadkowo powstało na naszej trasie. Za rok na pewno się widzimy ponownie, tylko może spróbuję swoich sił w całej Triadzie, a nie tylko jednym biegu ;)

W najbliższym czasie postaram się też napisać co nieco o dalszej części naszego urlopu, bo było mega mega kozacko!

Beskidzki Potok - pomylona trasa