Plany na przyszłość 21 Historia zawodów 82 Blog 103 Tatry 40 / 110 Góry w Polsce 1 Góry na Świecie Projekty 2 Sprzęt Statystyki

II Zimowy Maraton Bieszczadzki


W piątek, 29go stycznia, około 14:00 wyjechaliśmy z Gliwic w kierunku Cisnej. Celem tego weekendu było zaliczenie II Zimowego Maratonu Bieszczadzkiego. Sezon 2016 czas start !!

Podróż minęła dośc szybko i wesoło. Na miejscu byliśmy około 20:00. Szybko wrzuciliśmy nasze rzeczy i przyszedł czas na 'zwiedzanie'. Wieczór spędziliśmy w Siekierezadzie, w towarzystwie reszty ekipy Night Runners. Sobota zleciała w znacznej części w łóżku. Po południu poszlismy odebrać pakiety startowe. W pakiecie same miłe niespodzianki:

  • Czapka Zimowego Maratonu Bieszczadzkiego
  • Piękna piersióweczka z grawerem
  • Sól do kąpieli
Wieczorem szybko ugotowaliśmy dużą porcję makaronu dla każdego i ruszyliśmy do łóżek.

Niedziela, godzina 6:00 - pobudka. Następnie małe śniadanie, ubieramy się i 7:05 maszerujemy na start maratonu.

Całą drogę biegłem w towarzystwie Soni. Przed startem zakładaliśmy, że zmieniścimy się w 7godzin. Piersze 26km (do punktu kontrolnego) poszło nam rewelacyjnie. Pogoda trochę przeszkadzała - wiało, miejscami było bardzo ślisko + lecący z nieba, marznący deszcz nie był przyjemny. Pomimo tego na punkcie zameldowaliśmy się po około 3godzinach.

Tam herbatka z wiśnióweczką i lecimy dalej. Wtedy zaczęły się delikatne problemy. Najpierw Sonię dopadł dość mocny kryzys, który trwał aż do karczmy Brzeziniak na około 33km. Tam chwila przerwy, zjedliśmy trochę pieczonych ziemniaków, uzupełniliśmy płyny i szybko ruszyliśmy w dalszą drogę. Zaraz po wyjściu z karczmy najmocniejsze podejście całęgo biegu. Po nim zaczęły się moje problemy. Kolejny raz odezwało się moje kolano, co tak mocno wyprowadziło mnie z równowagi, że od 36km do około 41km, w ogóle się nie odzywałem. Kryzys naszczęście minął, wtedy czekał na nas mocny zbieg + 2 małe podejścia. Na konieć bieg po torach i byliśmy prawie na mecie. Przed nami ostatni podbieg, na którym oboje mieliśmy już serdecznie dość. Ostatnie metry były trudne, ale było warto. Na mecie zameldowaliśmy się po 05:10:08. Urwaliśmy prawie 2godziny z tego, co sobie zakładaliśmy po cichu przed startem. Dzień możemy zaliczyć do bardzo udanych, dobrze rokuje to na cały sezon :) .

Wnioski z biegu są proste: przed startem w Krynicy muszę coś zrobić z moim kolanem. Naszczęście mam jeszcze kilka miesięcy :).

Dzięki wszystki za super weekend. Bieszczady 'na biegowo' są świetne. Po tym wyjeździe mocno zastanowię się nad udziałem w jesiennym Ultra :). Pozdro!

Film z trasy:

 

Zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku.

Zostaw mi komentarz! Będę bardzo wdzięczny ;)