Plany na przyszłość 21 Historia zawodów 82 Blog 103 Tatry 40 / 110 Góry w Polsce 1 Góry na Świecie Projekty 2 Sprzęt Statystyki

Beskidzka 160 na Raty - Wiosna? w Goleszowie i 24 fajne kilometry


Drugie starcie z Beskidzką 160 na Raty za mną. Kolejny startowy weekend. Wiosna jest bardzo intensywna i nie ma czasu na sen. Dziś wybrałem najkrótszy wariant, bo najpierw trzeba nauczyć się biegać po górach, dopiero później walczyć na poważnie.

Rano znowu nie było łatwo. Niby sobota, niby weekend, a budzik dzwonił od 4:40. Szybkie śniadanie, pakowanie wcześniej przygotowanych rzeczy i przed 6 byłem w drodze po Sonię. Później zebraliśmy kolegę Pawła i ruszyliśmy w stronę Goleszowa. Na miejscu zameldowaliśmy się około 7:40. Odebraliśmy pakiety, przebraliśmy się i poszliśmy na odprawę techniczną. Na odprawie usłyszałem praktycznie to samo, co w Ustroniu w listopadzie: "warunki są trudne". Świetnie! Właśnie po to tutaj przyjechaliśmy. O 9:00 start. Początek był świetny, biegło mi się lekko. Pierwsze 5km zleciało bardzo szybko i miałem wspaniały humor. Wtedy trochę się podłamałem, bo pogubiliśmy trasę. Okazało się, że jesteśmy 'w plecy' o około kilometr. Zdenerwowalem się sam na siebie i postanowiłem to nadrobić. Wrzuciłem piąty bieg i po powrocie na właściwą trasę wyprzedzałem kolejnych zawodników. Niestety nie dało się wyrzucić z głowy myśli, że powinienem być kilometr dalej i odbiło się to na końcowym wyniku. Pomijając tę małą wpadkę wszystko szło wspaniale.

Gdy zapoznałem się z trasą najbardziej czekałem na jej 2 odcinki. Pierwszym był zbieg z Ostrego, drugim - pod...ejście w Kamieniołomie. Pierwszy z nich był wspaniały. Biegnę, czekam, biegnę i nagle ... droga się urywa. Dobiegam do krawędzi, patrzę w dól i myślę sobie "na to czekałem". Czułem się trochę jak na nartach, ilość błota była przerażająca, a stromizna konkretna. Pod koniec zbiegu zaliczyłem najpiękniejszą glebę w swoim biegowym życiu. Lądowanie na barku i twarzy zapamiętam na długo. Przez chwilę nie wiedziałem jak się pozbierać, a w uszach prawie dzwoniło. Dalsza część trasy minęła nadzwyczajnie szybko. Pod koniec zaczęła się lekka walka z samym sobą i nagle dotarłem do słynnego Kamieniołomu. Nie będę się rozpisywać i powiem tylko tyle: to trzeba podejść! Organizatorzy spisali się na 6tkę i w jednym miejscu zostawili dla nas linę. Dzięki niej udało się dotrzeć na samą górę. To był moment, w którym każdy mógł się poczuć przez chwilę jak prawdziwy wspinacz :D.

Po tych wszystkich pięknych przygodach pozostał zbieg do mety. Na niej udało mi się zameldować po 2godzinach 33minutach 43sekundach. Szkoda zgubienia się na trasie, bo udałoby się złamać 2:30. Pomimo tego uważam, że trasa była wspaniała. Warunki cholernie trudne. Deszcz + mgła nie oszczędzały nikogo, ale przecież o to chodzi w Beskidzkiej 160. Boję się jesiennej edycji w Ustroniu, jeszcze pomyślę nad dystansem, ale mam nadzieję, że zdecyduję się na ponowną walkę z maratonem. Dziękuję organizatorom, bo robią wspaniałą robotę. Nigdzie nie można się tak wspaniale upodlić, jak na Waszych imprezach.

Uzyskany dziś czas dał mi 14miejsce na 70 uczestników, którzy ukonczyli zawody. Dzięki za wspólny wyjazd i miło spędzony czas dla Soni i Pawła. Paweł - gratuluję wyniku, Sonia - następnym razem musisz pobiec z nami! :* . Do zobaczenia w listopadzie na Piekle Czantorii!
 

Zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku.

Zostaw mi komentarz! Będę bardzo wdzięczny ;)