8. Memoriał Wojtka Kozuba


Kolejna edycja Memoriału Wojtka Kozuba przechodzi do historii. Ta było bardzo wyjątkowa, bo od przyszłego roku za organizację tego wydarzenia będzie odpowiedzialny Polarsport. Mieliśmy zatem ostatnią szansę, aby sprawdzić atmosferę pod Babią pod dowodzeniem Pauliny. Nie mogłem przepuścić takiej okazji!

Cały ten weekend był nietypowy. Wszystko zaczęło się od tego, że Sonia była w... pracy! Ja wymyśliłem sobie zawody, a żeby nie jechać taki kawał sam, to zaproponowałem wycieczkę mojej Siostrze Oldze. Babia Góra jest jak magnez, więc długo się nie zastanawiała i dołączyła do mnie.
W Zawoi byliśmy bardzo wcześnie, bo koło 10:00. Start był zaplanowany, jak każdego roku, dopiero na 13:00, więc po odebraniu pakietów mieliśmy sporo czasu na spacerek i rozgrzewkę.
Przed biegiem czułem się rewelacyjnie. Wiedziałem, że jestem w formie i powiem wprost: w głowie marzyło mi się żeby jak najlepiej to wykorzystać. Mocna obasa biegu jeszcze bardziej zachęcała mnie do walki, byłem w pełni skupiony na zadaniu.
Od samego początku trzymałem się miejsca w czołówce biegu. Pamiętałem, że rok temu spaliłem start, więc teraz uważałem żeby nie przesadzać. Po około 3km zajmowałem 4te miejsce, z dość dobrym widokiem na prowadzącą trójkę zawodników. Pierwszy biegł Tomek Skupień, który wiedziałem, że jest całkowicie poza moim zasięgiem. Pozostałej dwójki nie znałem, ale stwierdziłem, że zaatakuję Ich tam gdzie czuję się najlepiej - na podejściu.
Szybko okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo po minięciu schroniska i wbiegnięciu na szlak w kierunku przełęczy Brona, niemal natychmiast awansowałem na drugą pozycję. Tomek co jakiś czas tylko migał mi gdzieś z przodu między kosodrzewiną, a ja co jakiś czas obserwowałem tyły i byłem maksymalnie skupiony na mocnym napieraniu do góry.
Na szczycie szok! Jestem tam po niecałych 51minutach, w dodatku trafiam w tłum kibiców. Takiego dopingu nie miałem chyba jeszcze nigdy! Pędzę zatem jak szalony w dół i myślę sobie, ze drugie miejsce to byłoby coś!
Szybko jednak pozbywam się tych myśli, bo nadal mam robotę do zrobienia. Cisnę, pędzę, głośno oddycham. Co jakiś czas krzyczę głośne przepraszaaaam lub uwaaagaaa, aby ostrzec podchodzących turystów.
Minuty szybko uciekają i nagle jestem w lesie. Wiem, że do mety rzut beretem. Wszystko już boli, pytam napotkanych ludzi, czy ktoś za mną biegnie. Nie chcę ryzykować oglądania się. Słyszę, że jest pusto, więc luzuję i spokojnie dobiegam do mety. Mam to! Mam drugie miejsce open na Memoriale Wojtka Kozuba. To znaczy dla mnie więcej, niż chyba każde inne dotychczasowe podium. W dodatku czas to jakiś kosmos: 01:08:48! Nawet przez myśl mi nie przeszło, że uda mi się tutaj coś takiego nabiegać. Jestem niesamowicie szczęśliwy! Ostatnie miesiące nie idą w las!

Na koniec podziękowania za wsparcie, za wiarę dla wszystkich, którzy trzymali kciuki. Gratulacje dla Olgi za połamanie dwóch godzin na tej trudnej trasie. Gratulacje dla Tomka za rekord trasy i niesamowity bieg! To było coś! Mam nadzieję, że za rok znowu będziemy tu mogli rywalizować.

Wrzucam jeszcze link do TELEEKSPRESU, bo załapałem się na krótkie przemówienie :D !