Bieg na Klimczok, czyli Otwarte Mistrzostwa Bielska-Białej w Biegach Górskich


Ostatnia sobota (23.06) była kolejnym bardzo ciekawym dniem w mojej biegowej przygodzie. Pierwszy raz przyszło mi walczyć jednego dnia na dwóch frontach. Jeszcze ciekawsze jest to, że rano biegałem po górach, a wieczorem pierwszy raz od bardzo dawna startowałem na asfalcie. Zapraszam do krótkiej notatki z pierwszego startu.

Start w Mistrzostwach Bielska-Białej zaplanowałem już kilka miesięcy wcześniej. W sumie to postanowiłem wystartować od razu, gdy dowiedziałem się, że będzie tam bieg alpejski. Dodatkowo okazało się, że w biegu wystartuje także Bartosz, z którym walczyłem podczas Pucharu Magurki. Wszystko to spowodowało, że na zawody jechałem z wielkim uśmiechem na twarzy oraz bardzo ciekawy tego, co się miało wydarzyć.
Przed biegiem spotkałem kilku znajomych, których serdecznie z tego miejsca pozdrawiam. Super było zamienić kilka słów! Na starcie ustawiłem się w pierwszej linii, gotowy do podjęcia wyzwania. Razem ze mną stało w tamtym miejscu wielu świetnych Zawodników, część z Nich biegła jednak dystans półmaratoński.
Już od poczatku biegu poczułem, że to nie będzie mój bieg. Leciało mi się jakoś tak ciężko. Nie wiem czy to jeszcze siedząca w moich nogach Babia, ale w każdym stromym miejscu traciłem kompletnie moc. Bieg bardzo szybko przerodził się w walkę z samym sobą i cała radość przepadła. Przez jakiś czas trzymałem się czołówki, ale jeszcze mocno przed połową biegu spadłem na czwarte miejsce i wiedziałem, że sukcesem będzie to utrzymać.
Na trzeciej pozycji leciał Bartosz, za którego trzymałem w głowie mocno kciuki. Ja skupiłem się na przetrwaniu i co jakiś czas sprawdzając plecy, strasznie szarpałem tempem swojego podejścia. Całe szczęście udało mi się lekko odzyskać siły w okolicy schroniska na Szyndzielni i od tamtego momentu zacząłem uciekać grupie pościgowej. Dzięki temu dotarłem na mety jako czwarty, niestety styl mojego biegu był po prostu bardzo słaby. Chcąc jak najszybciej zapomnieć o tym biegu, od razu zabrałem się za powrót do hali, w której mieściło się biuro zawodów.
Pech chciał, że chwilę przed wbiegnięciem na metę złapała nas burza. Powrót miał miejsce w paskudnych warunkach, a mój lekki stroj nie pomagał w utrzymywaniu ciepła. Całe szczęście podczas zbiegania dołączył do mnie jeden z Zawodników i miła rozmowa nieco odciągneła nasze myśli od niskiej temperatury i kiepskich warunków atmosferycznych.
W biurze zawodów okazało się, że zawodnicy z pierwszych trzech miejsc OPEN nie wchodzą do kategorii wiekowych, a to spowodowało, że wylądowałem na pierwszej pozycji w swojej kategorii. Taki mały/wielki sukces! :)
Oczekując na dekorację spędziłem świetnie czas na rozmowach ze znajomymi Biegaczami. Dzięki wszystkim za fajne rozmowy! Na pewno bieg był dla mnie kolejną ciekawą lekcją biegania. Muszę wyciagnać z niej jak najwięcej i nie popełniać tych samych błędów w przyszłości. Po dekoracji przyszedł czas na powrót do domu i odpoczynek, bo start w wieczornej sztafecie zbliżał się nieubłaganie!